Mój 2025: nowy etap w szczęśliwym życiu

2025 był kolejnym ciekawym rokiem, podczas którego realizuje się moje chroniczne od już 2 lat szczęście. Choć raz na jakiś czas bywało smutniej, to mój optymizm i szczęście pozostają dalej. Spełniłem swoje marzenia, objąłem nową funkcję, zaczynając nowy etap w życiu, oddałem po raz pierwszy głos w wyborach, byłem w kilku krajach świata i do tego jeszcze po raz pierwszy odwiedziłem państwo nieuznawane na arenie międzynarodowej, zwiedziłem Szczecin po tylu latach marzeń. Rozwinięty opis, mój kalendarz wydarzeń w 2025 na podsumowanie znajdziecie poniżej, w tym artykule.

3-10 stycznia

    Jedna z najlepszych podróży zagranicznych w życiu. Zwiedziłem Zjednoczone Emiraty Arabskie. Udało zwiedzić mi się Dubaj i Abu Zabi.
    Nigdy nie zapomnę tego pobytu, ponieważ wywarł na mnie ogromne wrażenie do tego stopnia, że mówię na Gdynię polski Dubaj, bardzo imponuje mi nowoczesna architektura, a także różnorodność etniczna, do której Polsce daleko.
    Temperatury całkiem umiarkowane jak na styczeń na Bliskim Wschodzie. Ciepło, słonecznie, ale bez żaru. Przelatując samolotem w drodze powrotnej, widziałem ciekawy układ ulic w jednym z innych krajów arabskich, a dokładniej w Irbilu - stolicy irackiego Kurdystanu.

13-17 stycznia

    Druga szpitalna przygoda w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Jadąc autokarem do pałacu prezydenckiego Qasr al-Watan w Abu Zabi, nagle zacząłem lekko podwójnie widzieć w lewym oku.
    Gdy przybyłem do szpitala i trafiłem na parę dni, popłakałem się. Na szczęście, nic mi nie groziło, wszystko się wyleczyło tak jak trzeba.

1 lutego

    Uczestniczyłem w spotkaniu wyborczym Rafała Trzaskowskiego w Wejherowie. Kandydat, z którym bardzo się utożsamiam od 2020 roku, wypowiadał się bardzo merytorycznie i z humorystycznym dystansem, co doceniam. Chciałem zadać pytanie związane ze sprawami dzieci autystycznych, ale nie wystarczyło czasu. Cóż, wybaczam.
    Było też spotkanie w Gdańsku, ale byłem trochę zajęty i pojechałem sobie do Wejherowa, więc też nie tak daleko od Gdyni.

22 lutego

    Spotkanie z wrocławskim przyjacielem Chaowatym na Remconie w gdańskim AmberExpo. Dużo cosplayerów, fanów fantastyki, ale też miłośników gier wideo i technologii.
    Dużo czasu spędziłem w strefie retro, gdzie nie brakowało PlayStation, Segi DreamCast czy nieco starszych tytułów, a także pozycji na PC, również z dalekiej Japonii.

5 kwietnia

    Złapała mnie nostalgia. Przeglądając foldery, segregatory z płytami CD, DVD i VCD, zacząłem szczególnie zwracać uwagę na gry znane głównie z gazetek.
    Zacząłem pobierać tytuły takie jak Need For Russia: Greatest Cars from CCCP 2 czy Pirat Jack. Z czasem dołączyły też tytuły: Wiewiór Wiktor: Tajemnica Krzywej Wieży czy Kot w butach od koszalińskiej firmy Rhema Press. Sporo tytułów było wydawanych przez firmę Play.pl, nie mylić z operatorem telefonii komórkowej.
    Próbowałem od tej pory pograć np. w Aqua Fish czy Bajeczną Przygodę od Tesco, ale na Windowsie 11 nie jest łatwo. Udało mi się odpalić to drugie na wirtualnej maszynie z Windowsem XP. Niektóre tytuły musiałem odinstalować późną jesienią, ponieważ robiłem porządki z pamięcią na laptopie Dell.
    Można powiedzieć, że kres popularności gier z gazetek położyło wygasanie licencji gier, rzadsza sprzedaż, a także pojawienie się na rynku sieci komórkowej Play, przez co Play.pl musiało przenieść się na playshop.pl, tracąc prawa do domeny play.pl. Było to w 2013 roku. Jednak nie tylko firma Play dystrybuowała takie gierki z dzieciństwa.

28 kwietnia - 5 maja

    Poleciałem na majówkę na Cypr. Z Gdyni do Gdańska, z Gdańska do Larnaki, z Larnaki do Agia Napy.
    Udało mi zwiedzić się po raz pierwszy w życiu państwo nieuznawane międzynarodowo, jakim jest Cypr Północny. Jestuznawany jedynie przez Turcję, ale też nieformalnie przez Azerbejdżan. O ile władze kraju nie uznają niepodległości Cypru Północnego, tak i Autonomiczna Republika Nachiczewańska oddziela północ wyspy od południa. Widać kontrast między częścią wyspy zamieszkiwanej przez ludność hellenofoniczną, prawosławną a częścią islamską, tureckojęzyczną. Są też podobieństwa, czego przykładem jest Nikozja.

10 maja

Byłem na stand-upie w Gdańsku, który prowadził Daniel Midas. A w dzisiejszej "Szopce dla reportera"... - te słowa to klasyka. Dzięki jego filmikom zacząłem oglądać cotygodniowo Sprawę dla reportera. Powiedzcie mi - czy nie wyglądamy jak bracia?

18 maja

Po raz pierwszy w życiu oddałem głos w wyborach. Były to wybory prezydenckie w I turze. Oddałem głos na kandydata Koalicji Obywatelskiej, czyli Rafała Trzaskowskiego. Emocje potem były pozytywne, ale cierpliwie, w granicach politycznego rozsądku. Szkoda, że potem stało się tak, jak się stało.
oddaję głos w swoim przedszkolu sprzed lat

24-25 maja

    Pojechałem ze znajomymi z młodzieżówki Nowa Generacja RP z pomorskiego do Warszawy na Marsz Patriotów z Rafałem Trzaskowskim i Donaldem Tuskiem na czele. Dużo pozytywnych wrażeń, nadziei i autentycznego uśmiechu. Wszystko bez incydentów czy kontrowersji. Słów pełnych pozytywizmu dodał m. in. przyszły prezydent Rumunii Nicușor Dan, Małgorzata Trzaskowska, Joanna Senyszyn, Magdalena Biejat, Szymon Hołownia czy Władysław Kosiniak-Kamysz.
    Bardzo miło wspominam ten wyjazd, ponieważ oprócz pozytywnych emocji była bardzo ładna, ciepła pogoda, przypominająca mi Rzym, a także pewnego rodzaju warszawska romantyczna atmosfera rodem z małego Paryża. Może przesadzam, może nie, ale - moim zdaniem - coś w tym jest.

22 czerwca

Przejechałem się nowo otwartą Obwodnicą Metropolitalną Trójmiasta w ciągu drogi ekspresowej S6. Cztery dni po oddaniu do użytku odcinka Chwaszczyno-Żukowo. Bardzo się ucieszyłem, bo ten rząd w mojej opinii dużo robi dla rozwoju województwa pomorskiego, a ta droga była długo wyczekiwana przeze mnie jako szansa na odciążenie Trójmiasta i rozwój regionu.

5 lipca

    Pojechałem na XXVI Światowy Zjazd Kaszubów w Szemudzie koło Wejherowa. Spełniłem swoje marzenie, ponieważ długo na to czekałem i rok wcześniej miałem dylemat, czy jechać na zjazd do Kościerzyny. Mój kolega z młodzieżówki, radny Wejherowa Borys Szymański był wówczas i mu się podobało, czym mnie zachęcił do przyjechania na zjazd za rok.
    Nie jestem Kaszubem, ale ich przyjacielem, bardzo lubię ich kulturę i różnorodność. Swego czasu nawet rozważałem przystąpienie do Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.
    W nadchodzącym roku Kaszubów będzie gościła Gdynia, co mnie cieszy. Moje miasto powstało na bazie kaszubskiej wioski rybackiej, jest na Kaszubach, a miasto świętuje 100-lecie nadania praw miejskich. Moim zdaniem, urodziny Gdyni trzeba nagłośnić w całym kraju.

23-29 lipca

Ponownie pojechałem do Warszawy, ale tu już w pełni wakacyjnie. Wciąż odczuwałem cechy Rzymu czy Paryża, majową atmosferę i pewien romantyzm. Na słuchawkach miałem z czasem ustawiane utwory Warszawskiego Combo Tanecznego, które swoją twórczością przywraca jakieś znaczenie zanikającej po 1944 roku gwarze warszawskiej i dodaje kolorytu popkulturze współczesnej stolicy.

14-17 sierpnia

    Byłem - jak co roku - w Toruniu. Bella Skyway już nie robi na mnie takiego wrażenia i byłem tam na totalnym chillu. Odwiedziłem na cmentarzu przy ul. Wybickiego brata mojego pradziadka, kombatanta Armii Krajowej i mistrza krawieckiego Witolda Czajkowskiego (1916-2009) z rodziną.
    Z racji na korki na kociewskim odcinku A1 miałem okazję jechać lokalnymi drogami, a także krajową 91 (stara 1) przez dosłownie Tczew.




21 sierpnia

    Na moim kanale na YouTube zadebiutował odcinek specjalny, przypominający amatorski film dokumentalny trzyczęściowy odcinek Historia gdYTnianina z okazji 10-lecia kanału. Filmy wrzucam od 2018 roku, ale konto Google założyłem w 2015 roku, więc w lutym uznałem, że przydałoby się zrobić jakiś specjalny film.
    Opowiedziałem w nim o swojej internetowej historii, nawiązywałem nieco do osobistego doświadczenia, a także o tym, jak rozwijał się kanał na przestrzeni lat czy o społeczności ogółem. Nie jest to prywata czy jakieś obnoszenie się, a po prostu historia kanału. Pierwotnie miał być to jeden film, ale nie chciałem przedłużać materiału, a do tego miałem zapełnioną pamięć na dysku C:, więc potem podzieliłem to na dwie części, a ostatecznie na trzy.

26 sierpnia


Założyłem serwer na Discordzie. Długo głowiłem się nad nazwą przed otwarciem, aż w końcu z czasem nazwałem czat Pustkami Ciachoowskimi, łącząc mój nick Ciachoowsky z moją gdyńską dzielnicą.
    Po trzech latach od przerwy od serwerów postanowiłem wreszcie ruszyć cztery litery. Historia moich kanałów komunikacyjnych na Discordzie została wspomniana w filmie Historia gdYTnianina i od 2019 miały różne losy. Pierwszy serwer w 2018 roku nazywał się Ziomy xCiachooPL i był nieużywany, ponieważ nie miałem aż takiej wprawy w używaniu Discorda, ale było na nim kilka osób. Z czasem pojawił się Ciachoochat, który został zniszczony przez tzw. Radiowca Świętokrzyskiego, który włamał się na moje konto, używając mojego tokena (nie wiedziałem, co to jest... nie mylić z hasłem). Niedługo, jeszcze w tym samym roku, po odcięciu hydrze głowy odrosła druga i tak oto powrócił serwer, który nazywał się Ciachoolandia (albo również Ciachoochat na początku). Serwer ten został zniszczony w ramach pewnej dramy, ale również za niedługo powstał nowy niczym Feniks z popiołów - Armia Ciachoowa. Istnieje do dzisiaj, jednak w 2020 po naprawie telefonu miałem problem z weryfikacją dwuetapową i nie mogłem przez to usunąć serwera, usuwając swoje konto z Discorda w ramach dwumiesięcznej przerwy od tego komunikatora. Następny serwer istnieje do dzisiaj, jednak został przekazany on w ręce innej osoby, czego trochę żałuję, nie jest już aktywny. Był flagowym czatem w latach 2020-22, jego nazwa to Demokratyczno-Federalna Republika Ciachoolandii.
    W grudniu 2022 roku powstał też serwer Czajewo, który miał być swoistym eksperymentem społecznym, czy podołałbym stworzyć serwer, ale wszystko zepsuła żywiołowa kłótnia między dwoma userami, która była zbyt energiczna do opanowania i wolałem dać sobie na wstrzymanie.

12-15 września

    Pojechałem do Szczecina, więc spełniłem swoje marzenie. Słyszałem i widziałem dużo dobrego, jeżeli chodzi o stolicę Pomorza Zachodniego. Miasto przypomina mi Gdynię, również ma swój portowy charakter, jednak nie ma dostępu do pełnego morza, a do zalewu. Ludność jest również wymieszana, patrząc na korzenie mieszkańców - tak jak w Gdyni, dlatego w mieście, jak i województwie zachodniopomorskim, język polski jest bardzo bliski literackiej polszczyźnie, o czym mówili też politycy obecni na Radzie Krajowej Nowej Generacji RP, dla m. in. której przyjechałem do Szczecina. Zawsze chciałem odwiedzić to miasto!
    Od Lęborka do Słupska jechałem zorganizowanym przez PKP autokarem zamiast pociągiem, ponieważ trwał remont linii kolejowej łączącej Trójmiasto ze Szczecinem. Jadąc, miałem przyjemność odwiedzić dwie stacje, w tym jedną tymczasową w Słupsku, nieco w głębi miasta. Również widziałem, jak budowana jest droga ekspresowa S6 z Bożepola Wielkiego w powiecie wejherowskim do Słupska, analogicznie do starodroża przez większość trasy krajową 6. Podobnie było w drugą stronę. Przejeżdżałem przez miejscowości takie jak Białogard, Łobez, Świdwin, Runowo Pomorskie k. Węgorzyna czy Stargard. W tym ostatnim mieście, gdzie rozchodzą się linie w kierunku Szczecina, Poznania, Piły i Gdańska, spodobał mi się dworzec kolejowy, bardzo nowoczesny wraz z tamtejszymi autobusami, a w tle zakłady pracy. Dobre wrażenie zrobił na mnie Świdwin, ale Łobez był taki bardziej przygnębiający, depresyjny, doomerski, wygląda na takie miasto post-PGRowskie. Dodam też, że jadąc pociągiem, robiłem sobie dużo sudoku - zarówno papierowego kupionego na dworcu, jak i na Discordzie poprzez gierkę Daily Sudoku Together.
    Rada Krajowa trwała od 12 do 14 września, pierwsza taka z udziałem przedstawicieli rządowych i marszałka Senatu X kadencji, prof. Tomasza Grodzkiego. Nie brakowało też samorządowców, a także gości z Młodych Nowoczesnych, partii Zieloni czy zagranicznych z młodzieży Europejskiej Partii Ludowej. Było dużo merytorycznych rozmów, nieco paneli dyskusyjnych i pełnych werwy gości, którzy doceniają nasze starania, a także wzmianki o znaczeniu Pomorza Zachodniego na mapie Polski, notabene także językowym, kulturowym. Przed nami wielka praca, pełna nadziei i optymizmu. Niezależnie od wyniku wyborów - rozwijamy swoją działalność, sprawiając, że głos nas, młodych, jest coraz głośniejszy w polityce.
    Na radzie mieliśmy przepyszne paszteciki z mięsem albo kapustą - pycha! Mojego pierwszego pasztecika szczecińskiego zjadłem właśnie na radzie, ale również miałem okazję zjeść takiego na dworcu Szczecin Główny. Dworzec wywarł na mnie duże wrażenie, jest ładnie położony nad samą Odrą Zachodnią i dobrze skomunikowany. Infrastruktura dosyć futurystyczna, bardziej współczesna niż na Gdyni Głównej. Mogliby też nieco przywiązywać wagi do czystości w dworcowym KFC, ponieważ pod stolikami bywało nieco brudu czy śmieci. W pobliżu też nieco zapijaczonych ludzi szwendało się po przystankach czy pod wiaduktem. Raz grupka pijaków próbowała mnie zaczepić, ale zignorowałem to. Wracając do pasztecików, oprócz tego zjadłem też specyficznego dla Szczecina frytkebaba.
    Z ważniejszych miejscówek udało mi się odwiedzić Wały Chrobrego, dzielnicę poniemieckich domków jednorodzinnych znaną z zajezdni tramwajowej - Pogodno, Las Arkoński czy polecane przez mojego przyjaciela ze studiów Muzeum Techniki i Komunikacji. Miałem plan, aby pojechać do Polic, ale nie chciałem zbytnio być na nogach. Tak mi się spodobało, że przedłużyłem sobie pobyt o jedną noc, bo pierwotnie miałem wyjechać 14 września. Na Pogodnie miałem do czynienia z zabawną sytuacją. Czekałem na tramwaj nr 1 i jedzie, stoi na przystanku, ale na mój widok dodaje gazu i nic. Tramwajami w Szczecinie jeździ się dosyć komfortowo, chociaż te starsze są bardziej podatne na potrząsanie się, co może być z lekka irytujące, ale nie jakoś specjalnie. Na szczęście, tramwaje, którymi jechałem, nie były specjalnie zatłoczone. Zastanawia mnie, co się stało z Balbiną, czyli panią Bogumiłą zamieszkałą na Dąbiu, która lata temu pojawiła się w reportażu telewizji TVN, gdzie pokazano, jak blokuje autobusy swoim elektrycznym wózkiem inwalidzkim. Rozumiem jej obawy i potrzeby, ale nie może tego robić kosztem innych. Podobno kiedyś była widziana wewnątrz jednego ze stołecznych autobusów, a teraz słuch po niej jakoś zaginął. Życzę jej wszystkiego dobrego, może to nawet kiedyś będzie czytała...
    Dobry vibe miało spotkanie z gościnią specjalną, czyli profesor Joanną Senyszyn. Jedna z aktywistek z łódzkiego spytała się, czy pani profesor wie, czym jest żulik, co mnie zaciekawiło, ponieważ jestem studentem lingwistyki stosowanej i regionalizmy są ciekawym tematem z mojego punktu widzenia. Tyle osób było chętnych do zdjęcia czy filmu, że aż od tego tłoku lekko się zaczerwieniłem. Nagrałem też życzenia urodzinowe dla kolegi, a także pozdrowienia dla Pustek Cisowskich. Czułem się jak ryba w wodzie, mając do czynienia jako gdynianin z osobą z Gdyni w Szczecinie i to jeszcze tak politycznie. Wśród swoich, jak widać. Innym gościem był też prof. Tomasz Grodzki. Od spotkania z nim w auli Politechniki Morskiej rozpoczęliśmy nasz polityczny pobyt. Były ciekawe pytania, w dużej mierze związane z aktywnością polityczną czy wyborami prezydenckimi, a także parlamentarnymi i europejskimi.
    Szczecin stał się miejscem rozkwitu mojego chronicznego szczęścia z racji na swój nowoczesny urok, dobre towarzystwo i to, że jest miastem przyjaznym młodemu pokoleniu, młodzi ludzie stamtąd nie wyjeżdżają jakoś masowo. Bezpieczeństwo jest tutaj pewną wadą, ponieważ po zmroku było słychać nieco pijackich, krzykliwych awantur na ulicach, natknąłem się nawet na bójkę, a w pobliżu zainterweniowała policja. Mnie nic nie spotkało, ale dodawało to pewnej grozy. Ciekawą grozę było czuć, gdy po minięciu pijackiej kłótni między mężczyzną a kobietą na jednej z ulic (Kopernika?) przeszedłem w pobliżu obiektów wojskowych, prokuratury okręgowej i aresztu śledczego w sąsiedztwie bloków bez zapalonych świateł, w obrębie ulic Kaszubskiej i Księcia Sambora. Pod hotelem Ibis, w którym spałem, pijani kibice Pogoni Szczecin od 22:30 lub 23:00 do prawie pierwszej w nocy wrzeszczeli przyśpiewki typu POGOŃ! POGOŃ! Lalalala, lalalala, Pogoń, Pogoń, Pogoń! czy coś o prawobrzeżu i Dąbiu, a nawet z wyrazem wypie*dalaj czy coś w tym stylu. Nie wtrącałem się w to, ale nie powiem, nie było to nic fajnego, jednak jakoś wytrzymałem. Jakoś tak groźnie nie było, ale nie tak kolorowo jak w Trójmieście.
    Pierwszego dnia, niedawno po zameldowaniu się w hotelu, otworzyłem skrzynkę mailową i otrzymałem e-maila od wiceprezydentki Gdyni ds. edukacji Oktawii Gorzeńskiej o tym, że zostałem wybrany do doradczego gremium prezydenta miasta, czyli Społecznej Rady do spraw Mężczyzn w Gdyni, pierwszej takiej w Polsce. Był to dla mnie wielki zaszczyt. Czytając treść maila od deski do deski, rozpierała mnie ogromna radość, że aż zadzwoniłem do rodziny. Nie tylko wycieczka do Szczecina i tamtejsze wydarzenia związane z młodzieżówką, ale też nowa funkcja społeczna przyczyniły się do zwiększenia mojego szczęścia.

13 października

Odbyło się pierwsze w historii posiedzenie pierwszego takiego organu gremialnego w Polsce, czyli Społecznej Rady do spraw Mężczyzn w Gdyni. Poczułem swoje powołanie jako młody człowiek, osoba w spektrum Aspergera i z ADHD, a także po prostu aktywista, gdynianin i ja. Więcej w tym linku.

1 listopada

Oficjalnie otworzyłem swój serwer na Discordzie. Pustki Ciachoowskie, czyli nowy kanał komunikacyjny mojej społeczności, społeczności uniwersum Ciachoowsky'ego. Póki co, nie było tam żadnych dram, bardzo spokojna atmosfera, tylko aktywność mogłaby być na lepszym poziomie, ale jest dobrze.

7-10 listopada

    Spełniłem swoje kolejne marzenie, ponieważ pojechałem do Włoch, a dokładniej do Rzymu. Ogromne miasto o burzliwej historii, gdzie kształtowały się pewne podstawy współczesnego kręgu kulturowego Europy.
    Udało mi się pokręcić językiem po włosku po roku nauki na studiach, dogadywałem się z tutejszymi. Używałem również języka angielskiego. Zrobiłem sobie challenge, aby usłyszeć we Włoszech rumuński lub albański, ale nie udało się, łatwiej na ulicy wyczuwalny był język bengalski, ale nie szkodzi, mi to nie przeszkadza.
    Bezpieczeństwo na ogół w porządku, lepiej niż myślałem. Niemniej jednak radzę uważać w metrze, bo tam może czyhać nieco kieszonkowców czekających na okazję.
    Z ważniejszych miejscówek zwiedziłem Koloseum, fontannę di Trevi, Panteon, Forum Romanum, liczne bazyliki w tym jakże katolickim mieście czy Zatybrze (Trastevere). Architektura w pobliżu mojego hotelu i dworca Roma Termini przypominała mi Nowy Jork, Paryż lub Gdynię, co bardzo mi się spodobało. Nachodziłem się nieco po różnych miejscach, ale opłacało się, bo oceniam dobrze. Nie obyło się również bez il cibo italiano, czyli włoskiego jedzenia. Nie ma to jak la pasta-spaghetti bolognese i pizza capriciosa.
    Oprócz Włoch zwiedziłem kolejne państwo, czyli Watykan. Takie małe, a jednak się liczy. Chciałem zwiedzić grobowce papieży, w tym św. Jana Pawła II, ale muzeum było zamknięte. Widziałem na własne oczy Mszę Świętą w Bazylice św. Piotra, a także wyspowiadałem się po polsku w ramach pamiątki. Ogólnie podsumowując wyjazd - wspaniale! Fotorelacja tu i tutaj.

29-31 grudnia


Wyjazd do Zakopanego. Całości nie opiszę, bo wracam dopiero w 2026, ale mam nadzieję, że uda mi się spełnić kolejne marzenie, jakim jest zwiedzenie Słowacji. Kolejny sąsiad Polski i kolejny kraj do kolekcji. Ostatni raz byłem w Tatrach kilkanaście lat temu (Zakopane, Poronin, Murzasichle) i jeszcze niemało pamiętam. Plus jest taki, że miasto nie będzie tak zatłoczone, bo Telewizja Polska organizuje Sylwestra w Katowicach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdzie język polski jest najbliższy literackiemu?

Z mikrofonem i kamerą przez Rewal

Mój 2024: narastające szczęście