Ludziska, co się z nami dzieje!?

Napiszę taki artykuł, felieton o życiu, o problemie, który atakuje nasze społeczeństwo. Coś mnie tak nagle natchnęło. Pewnego razu byłem na grobie u mojej babci i zacząłem sobie mentalnie rozprawiać z nią o świecie, o życiu, wspominaliśmy stare czasy, coś mnie tak natchnęło. Mało brakowało, a bym się rozpłakał. Dlaczego? Coraz powszechniejsze staje się to, że ludzie celowo nie rozmawiają ze sobą, chodzą naburmuszeni, udają, że nas nie ma, nie zwierzają się ze wszystkiego, czego powinni, by było im lepiej.

Są w życiu czy innych dziedzinach (np. polityce) postawy godne ostracyzmu, ale nie zmienia to faktu, że na ogół człowiek powinien wyciągać rękę i rozmawiać. Cancel culture stało się w praktyce ideologią służącą demonizacji.

Zabrzmię może dziwnie, ale z opowieści wielu osób mam wrażenie, że w czasach PRL-u społeczeństwo było dla siebie bardziej uprzejme. Tu nie chodzi o jakieś wybielanie czy fetyszyzowanie komunistycznych czasów, ale PRL miał pewne zalety.

Płakać mi się chce z tego powodu, że mimo wszystko są takie deficyty sympatii i nadmiar złych emocji. Każdy człowiek ma w sobie pasożyt agresji, tego, co złe, ale niektóry mają wręcz tego za dużo. Musimy rozmawiać ze sobą.

Pamiętacie ten wiersz, gdzie mówiłem o tym, że sznur i pętla nigdy nie będą rozwiązaniem żadnego problemu? Powiem Wam, do czego nawiązywałem. Po roku przeżywałem pewnego dnia (dosłownie znikąd) to, że zupełnie bez słowa w nietypowy sposób rozpadła się moja przyjaźń ze szkoły średniej.

Przeskoczmy z życia do przykładowej dziedziny, polityki. Są pewne zachowania godne ostracyzmu, takie jak stosunek Grzegorza Brauna do Holokaustu w KL Auschwitz-Birkenau. Wbrew swojej własnej prywatnej nadziei, wątpię w to, aby wyraził skruchę. Wątpię w to. Teraz odejdźmy nieco od tego przykładu, ponieważ mimo tego, wykluczanie się itp. dotyczy nawet pomniejszych zjawisk, które można łatwo rozwiązać, w przeciwieństwie do ww. słów europosła. Nie obchodzi mnie to, czy ktoś jest za lewicą, centrum czy prawicą. O tym nieco opowiem w planowanym od maja poście z moimi dygresjami po wyborach prezydenckich, których mogę mieć mnóstwo.

Wierzę w to, że jestem silnym i rezolutnym człowiekiem. Nie poddaję się, chociaż życie potrafi płatać figle. Ryczeć mi się chce. Pewnego razu prawie się popłakałem, gdy tak w głowie rozprawiałem z moją śp. babcią o życiu i świecie, mnóstwo pytań retorycznych. Człowiek jest aż czasem mentalnie bezradny (i zapewne zaradny jednocześnie). W jakich czasach my żyjemy? Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów. Przez ten zgiełk od czasu do czasu lubię trochę izolacji od tego gwaru emocji i nieco pustki, ciszy, mentalnie cichej sielanki i stoickiego spokoju.

DLACZEGO TAK JEST? PYTAM!

Żeby zminimalizować możliwy gniew czy płacz osób, które to czytają, zostawię takie zdjęcie z Gdańska. Patrzę w przyszłość… 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdzie język polski jest najbliższy literackiemu?

Z mikrofonem i kamerą przez Rewal

Mój 2024: narastające szczęście